czereśnie i tajemniczy mierniczy




W sobotę wyposażyliśmy się - każdy według własnego uznania - w niezbędne akcesoria (ja - w książkę i czereśnie, duuużo czereśni) i - siup! - na plażę (nadodrzańską). Tuż za nami przybyły chmury. I wiatr. I ulewa. Gdyby nie zdjęcia, które pstryknęłam w pierwszych minutach pobytu, trudno by uwierzyć, że chwilę wcześniej świeciło słońce. I tak to plażowanie zakończyło się domowaniem: suszeniem ubrań i zjedzeniem upieczonych pod lazurową pierzynką portobello nadziewanych zielona i czerwoną papryką, mozzarellą, bakłażanem i cebulką (z cyklu: co w lodówce było). ;-) 

[Karyna Piwowarska, Przekrój]


A poza czereśniami? Trwa Miesiąc Spotkań Autorskich i w sobotę wybrałam się tam pierwszy raz (w tej edycji). W okularach przeciwsłonecznych (bo słońce przygrzewało na całego), ale z parasolem (bo a nuż znowu zadżdży). Przeszłam ledwie 200 m, gdy nagle - znowu bez żadnego ostrzeżenia - ulewa. I to taka, że ta popołudniowa wydała mi się przy niej małympikusiem. Parasol niewiele pomógł. Jeśli Mariuszowi Szczygłowi i Jackowi Antczakowi przeszkadzał w trakcie rozmowy jakiś chlupot, to - przyznaję pokornie - była to woda w moich butach. 

___________________


I takiego świętego od pomiarów ;-) spotkaliśmy wczoraj w Trzebnicy. Wybraliśmy się tam pierwszy raz zwiedzić miasto. I o ile o sarkofagu św. Jadwigi Śl., o trzebnickich kotach, stawach czy lesie bukowym można sobie wcześniej poczytać, o tyle o tej kapliczce (meteorologicznej) nigdzie wzmianki nie było. 






Komentarze

  1. Podziwiam Twoją nieustępliwość Fibulo i zaufanie do słońca :) Jak mnie raz zleje, to potem przez tydzień chodzę w kaloszach, na wszelki wypadek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czereśniami objadam się ile wlezie :) póki są :))) Z deszczem nie dyskutuję , na szczęście jak do tej pory oglądam jedynie zza szyby...ale bywały różne przygody oj bywały :))) W sobotę u nas było pięknie ale za to w piąteeek ...nagle w jednej chwili ..bęc i gwałtowna nawałnica na całego, siekło , wiało , gradem sypało...drzewa z korzeniami powyrywało i połamało jak zapałki...nawet dach zerwało ...a ja chwilunię wcześniej weszłam do domu...to było przerażające .

    OdpowiedzUsuń
  3. Pogodę irlandzką widzę celebrujesz, ale u nas też leje, więc tak jakoś. Czereśnie, mniam :) i Szczygła też bym posłuchała :* uściski ciepłe

    OdpowiedzUsuń
  4. beatusvir.blog.pl12 lipca 2017 18:18

    Książka i czereśnie - a do tego uparta nadzieja na słońce. Idealny zestaw. Uwielbiam! I pozdrawiam i to słońce posyłam, choć ono ze wspomnień bardziej niż z deszczowych Kaszub :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trza było tę wodę wylać, przed progiem ;)))
    I nas pogoda nie rozpieszcza, aż strach rowerem do pracy się wybrać, skoro samochody grzęzną w głębokiej wodzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. A u nas można się spodziewać wielu różnych niespodzianek, ale przynajmniej pogoda jest pewna - upały i susza potrwają tu aż do jesieni. Pozdrawiam serdecznie ze słonecznego Limassolu! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię czereśnie:) i macham do Ciebie łapką :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

Przeczytane o poranku

Bagatelki

"ziębi, gnębi, moczy, mroczy, mży i dżdży"

Bajka

miszmasz aprilowy

~zdjęcia~książki~czereśnie